Bez kategorii

Drogie Bravo, mam problem: kocham Krav Magę i Maka jednocześnie. Co robić?

Uwielbiam Krav Magę i McDonalda

Rozdwojenie jaźni. Czy można kochać dwie kobiety, z których jedna Cię niszczy, a druga pomaga stać się lepszym? Czy da się trenować Krav Magę: budować formę, wytrzymałość i technikę, a jednocześnie opychać się nadmuchanymi bułkami z tłustym mięchem, po których człowiek czuję się jak grubas od miętowego opłatka z Monty Pythona?

Uwielbiam Krav Magę i Maka

Są we mnie dwie osoby: jedna pragnie za kilka miesięcy zdać na zielony pas, druga chce nagrody „tu i teraz”. „Dobry” Maciej wie, że dziś trzeba sobie odmówić, żeby jutro dostać większą nagrodę, „zły” jest bezsilny wobec widocznych z 2 kilometrów złotych łuków, które w sekundę wywołują niepowtarzalny smak podwójnego McRoyala.

kocham Krav Magę i McDonalda

Wiem jedno: serce nie sługa. Możecie gadać co chcecie i nawijać mi makaron na uszy, że to świństwo, chemia, „sam tłuszcz” i, że w ogóle „zrobiłbyś sobie domowego kurczaczka z ryżem – też dobry, a jaki zdrowy”. Nie ma to najmniejszego sensu. Przekonałem się już wiele razy: nie jestem w stanie i nie chcę porzucić tego nałogu.

Bezowocne próbowanie

Próbowałem. Rezultat był odwrotny: im bardziej starałem się odwrócić wzrok, tym bardziej miałem ochotę podjechać do najbliższego McDriva i z rozkoszą odpowiedzieć na cudowne pytanie: „Czy mogę przyjąć zamówienie?”. W końcu dotarło do mnie z obezwładniającą jasnością: nie mogę przestać kochać. Mogę tylko oswoić.

Jeżeli zawsze będę sobie odmawiał, w moim sercu zbierać będzie się jedno wielkie „chcę, chcę, chcę”. Pewnego dnia zamiast na Krav Magę pojadę do tego gniazda rozpusty, zamówię dwa zestawy, rzucę się na nie jak Reksio na szynkę, a potem przez tydzień będę zdychał z przeżarcia i wyrzutów sumienia.

Nie walcz

We wrześniu 2016 roku rozwaliłem system. Już nie walczę z Makiem. Co ciekawe, nie jem tam wcale tak często. Kluczem do sukcesu okazała się prosta prawda, którą słyszałem od mądrych ludzi już wiele razy: nie walcz – przyjrzyj się – wyciągnij wnioski.

Zamiast wmawiać sobie, że nie lubię i nie wolno postanowiłem przydzielić generałowi Maczkowi  stałe i jasno określone miejsce w moim życiu. Zasada jest prosta: 1 McDonald na 10 treningów. Kropka. Wypłata następuje „po”. Nie ma możliwości zaliczki. Żadnych ustępstw, niejasności i okazji do kręcenia.

Jestem za słaby, żeby codziennie walczyć z tym wściekłym psem. Dlatego trzymam go na łańcuchu jasnych i prostych reguł. Od tej pory ani razu mnie nie pogryzł, jest grzeczny, nie warczy i daje mi dużo radości

"Polub" posta